Region twórczości literackiej

Wierszyki

 

Recytowanie wierszyków z równoczesnym liczeniem było grą dziecięcą tzw. mętowaniem.

 

Na kogo trafił ostatni wyraz ten musiał szukać, gonić itp.

Oto mętowania z pow. sztumskiego:

1.      Entliki, petliki

Czerwone stoliki

Jeden się potłukł

A drugi bęc.

 

2.      Maj, maj

Krowie siana daj.

 

3.      Siedzi sowa w stodole

Patrzy durno na pole

Obaczeła oracza

Kupieła mu kołacza.

 

Zabawą dla niemowląt były kocie łapki. Podczas uderzania rączki jedną o drugą powtarzało się wierszyki:

            Koci, koci łapki

            Pojedziem do babki

            Babka da twarożka

            I tabaczki z rożka.

 

 

Do innych zabaw należały „Miele krupki”. Piastunka robiła ruch ręką, jakby mieszała w dłoni dziecka, następnie chwytała po kolei palce dziecka, jakby każdemu coś dawała. Mówiła przy tym:

 

            Miele krupki, miele

            Temu dała

            Temu dała

            Temu po łyżeczce

                        Temu po warzóchwi

                        Temu po miseczce

                        A ten piąty

                        Fiur do lasa.

 

Do zabaw dzieci szkolnych z Trzciana również należała Biedronka. Spotkawszy biedronkę kładły ją na rękę i mówiły:

 

                        Biedroneczka, gdzie moja mateczka?

                        Pasie konie na zagonie
                      Ile godzin? Do wieczora?

 

Zagadki

            Gonili się cztery pachole

            Nigdy się nie dogonili

            A czasem eno data, data

            A czasem też eno lata. (wiatrak)

 

 

            Stoi brzoza naśród morza

            Skubie ją biała koza. 

(kądziel i dziewczyna)

 

Przysłowia

1.      Lepszy rydz, jak nic.

2.      Lepiej z worka, niż z przytworka.

3.      Jaka mać, taka nać.

4.      Kiedy pójdziesz za Dunaj, o domu nie dumaj.

5.      Głupstwo rozum zjadło, powtarza się, gdy ktoś bez sensu opowiada.

6.      Pocić się, jak mysz w sześćniedzielach, żartobliwie mówi się o człowieku, któremu rzecz łatwa dużo zadaje pracy.

7.      Kręcić się, jak kura z jajem.

Przekleństwa

                Do głównych przekleństw należały: psiakrew, psiamać, psiakość, psiajucha, niech mór skręci, niech diabli wezmo, niech paraluż ruszy, niech kaduk weźmie.

 

Pozdrowienia

Gdy przychodzą goście:         
     
  „Witajcie do nas” , „ Witamy do nas”

Spotykając kogoś lub wchodząc do izby     
     „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”

W czasie pracy:   
     „Boże pomagaj”, odpowiedź: „Bóg zapłać”

Spotkawszy kogoś przy jedzeniu:
     „Boże przeżegnaj”

Wychodząc z domu lub się żegnając:
    
„Ostańta z Bogiem”   

 

 

 

Legendy Sztumskie

 

O Konradzie Raku

    

Szwedzi panosząc się na naszych ziemiach doszczętnie i konsekwentnie je pustoszyli. Wobec tego zapanowała nędza. Aby przeżyć zrozpaczeni wieśniacy z okolic Sztumu jęli się chwytać różnych, nie zawsze godziwych źródeł dochodu. Szczególnie rozpowszechniły się kradzieże koni .W tym wielce ryzykownym zajęciu zasłynął pewien chłop nazwiskiem Rak, który potrafił wykradać konie z najlepiej strzeżonych stajen. Pędził je potem do domu, troskliwie odkarmiał i sprzedawał z wielkim zyskiem. Konie, w obawie przed wścibskimi pasł zawsze nocą, w odludnej okolicy na skraju bagien.

Pewnej nocy, gdy Rak drzemał na pastwisku, od strony bagien usłyszał rżenie. Zerwał się na równe nogi i ujrzał, jak z zarośli wyłania się wspaniały siwek, rosły i wypielęgnowany, z siodłem, strzemionami i uzdą, gotów do jazdy. Koniokradowi zaświeciły się oczy. Już zaczął się zastanawiać, jak schwytać rumaka, gdy ten, ku jego zdziwieniu, spokojnie podszedł do niego i miękkimi chrapami dotknął jego dłoni. Pokusa była zbyt wielka. Chłop wskoczył na siodło i objechał łąkę dookoła. Z początku koń dał się prowadzić, ale gdy zbliżył się do zarośli, jeździec zorientował się z przerażeniem, że wierzchowiec płynnym galopem unosi się w stronę moczar. Nie pomogły żadne próby wstrzymania rumaka. Wkrótce znaleźli się w śród bagien. Koń wierzgnął potężnie i zrzucił jeźdźca głową w dół do błota. Rakowi udało się wydostać ze zdradliwego bajora. Obmył się w pobliskim strumieniu i wściekły pognał resztę „swych” koni w stronę domu. Z dala doleciało go szydercze rżenie.

Nie przeraziło to jednak upartego wieśniaka. Następnej nocy włożył buty z cholewami i przypiął ostrogi. Tak  przygotowany udał się na pastwisko z mocnym postanowieniem, że tym razem ujarzmi ognistego wierzchowca. O północy usłyszał rżenie i od strony moczar pojawił się siwek tak piękny i czysty , jak gdyby przebywał nie w podmokłym lesie, tylko w królewskiej stajni. Podobnie jak poprzednim razem podszedł do chłopa łagodny i ufny, niczym nie zdradzając tkwiącego w nim piekielnego temperamentu. Koniokrad wskoczył na siodło, mocno ujął wodze i dźgnął konia ostrogami. Rumak spokojnie, bez pośpiechu, ruszył w stronę bagien i żadne wysiłki jeźdźca nie mogły go odwieźć od tego kierunku. Kłus przeszedł w galop, w cwał i znów Rak wylądował w błocie.

Następnej nocy obolały i chory, nie poszedł chłop na pastwisko. O północy usłyszał rżenie. Siwek stal na podwórzu i patrzył na niego tak łagodnymi oczyma, jak by przepraszał za wszystko, co się dotąd wydarzyło. Wiedziony nie pohamowanym pragnieniem Rak  po raz trzeci wspiął się na siodło. I znów kłus galop, i cwał, i coraz płynniej, i oto koń z jeźdźcem płyną w powietrzu. Unoszą się nad bagnami i lasami, pozostawiając daleko w tyle światła Sztumu. Nad Borami Tucholskimi koń obniżył lot. Stanął na leśnej polanie i potężnym wierzgnięciem zrzucił oszołomionego chłopa do bagnistego rowu. Tym razem żarty się skończyły i koń przemówił ludzkim głosem: za to, żeś kradł konie, mój Raku, będziesz odtąd po wieki w postaci zwykłego raka, przykuty łańcuchem, siedział w błocie.

Rżąc szyderczo uleciał piekielny siwek, a Rak- nieborak do dziś siedzi w rowie, rusza wąsami i rozpamiętuje swoją przygodę. A jeśli tobie miły Czytelniku uda się w mrocznej toni sztumskich jezior dostrzec, daj Boże jakiegoś raka wspomnij historię biednego wieśniaka, szukającego łatwego zysku.

 

O skarbach w Białym dworze.

    

    W Białym dworze je stary zamek po wojewodzie polskim, który był okrutny i dużo ludzi skazał na śmierć. W tym zamku majo być wielkie sklepy i ganki co prowadzo aż do Wisły. Sklepy zamknięte     so na żelazne dźwerze   i na kłódki. W tych sklepach znajdujo się skarby, pieniądze i złote podkowy, mówiono też, że tam martwe wojsko śpi.

 

( Jerszewo pow. Kwidzyński 1913 r)    

 

W Białymdworze przed gankiem , co prowadzi aż do Kwidzyna, widział raz jeden chłop  czarnego psa, co pilnował skarbu , ukrytego w zamku. Ludzie deli wróżyć raz cygance, gdzie ten skarb leży, ale nie mogła wskazać tego miejsca.

( Biedrony pow. Kwidzyński 1930 r.)    

Skarb o Stębarku.

Pod lasem kele wioski Stebark je dużna sztama. Tam kele tysztamy  wylatuje ogeń. Raz na wieczor widzial ojciec ten ogień i uciek , bo myślał, ze tam złe duchy siedzo, a to się tak piniądze paleli.

( Mikołajki 1916 R. )     

O zapadłej karczmie.

 

Raz jeden karczmiarz z żono zamordowali jednego kupca z piniądzmi. Nikt tego nie widział, eno jak  ten kupiec wołał o ratunek, to jakiś glos z nieba odpowiedzial umierajacemu kupcowi: „ Za trzydzieści lat pomszcze”. I zdrzeło się, że praje za trzydzieści lat jeden ksiądz w ty karczmie przenocował. Ale cóż go zbudzielo i odjechał. Eno zapomniał brewiarz i posłał po niego swego kuczra. Jak kuczer wrócił , to znalaz eno bagno na miejscu karczmy.

 

( Mirany 1913 r. )     

O zaklętym domu w Pierzchowicach

 

W lasku Gramatowskiego między Pierzchowicami a Trzcianem beł pierw raz taki zaklęty dom , skąd czasem wychodzieła taka panna. Jeden parobek raz przyszedł do tego domu, wtedy go ta panna prosieła żeby on pocałował żabe, ale on niechcial. To jak się dźwerze zatrzasneły, to aż parobek doskoczoł i wszystko się zapadło.

 

( Mirany 1913 r. ).     

Reminiscencja o pięgierzu w Sztumie

 

Przy starem kościele w Sztumie to beli pierw takie  pierścienie. To do nich  prztwiązano chlopaka i dziewczyne., którne ze sobą zgrzeszli. Ludzie, co przechodzieli kole nich, pluli na nich.

 

( Mirany 1913r. )     

Powrót