Sławni Rudzianie




Pelagia Zdziebkowska (1903-1944)

Urodziła się 15 grudnia 1903 r. w Poznaniu. Rodzicami byli mistrz stolarski Jan Weyman i Franciszka z Marszałków. Uczęszczała do szkoły podstawowej, a następnie do średniej szkoły handlowej w Poznaniu. Jako 15 letnia uczennica miała wystąpienie pod pomnikiem Adama Mickiewicza, zorganizowane w związku z wybuchem Powstania Wielkopolskiego. W 1920 r. zaczęła Pelagia pracować zawodowo w Wielkopolskiej Izbie Rolniczej w Poznaniu. Kontynuowała pracę aż do zamążpójścia w 1924 r, za technika kolejowego Teofila Zdziebkowskiego. Po upływie czterech lat młode małżeństwo osiedliło się w Wirku na Górnym Śląsku. W nowym miejscu zamieszkania Pelagia wzięła wybitny udział w ruchu kobiecym, początkowo jako przewodnicząca koła miejscowego, a nieco później jako członkini organów nadrzędnych ruchu. Z opracowanych przez nią prelekcji korzystało wiele kobiet całego województwa. Działała też jako delegatka rad rodzicielskich w gimnazjum wireckim i szkole podstawowej, do której uczęszczali synowie Jerzy i Grzegorz. Kiedy wybuchła II wojna syn Jerzy z przyjaciółmi założył tajny Klub Filomatów. Spotkania klubu odbywały się w mieszkaniu Zdziebkowskich, a pani Pelagia otaczała młodzież swoją opieką. Razem słuchali audycji polskich z Londynu, czytali i kolportowali prasę podziemną, ratowali polskie książki, organizowali wysyłkę paczek żywnościowych i lekarstw do obozów koncentracyjnych. W październiku 1941 r. nastąpiła wsypa członków klubu przy kolportażu prasy podziemnej. Mąż i syn w sądzie wzięli całą winę na siebie i wybronili Pelagię Zdziebowską. Mimo wyroku uniewinniającego Gestapo osadziło ją w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Zmarła 22 marca 1944 r. na skutek wycieńczenia po przebytym durze plamistym.

Piotr Niedurny (1880-1920)

Urodził się 17 lutego 1880 r. w Raduni na Opolszczyźnie. Do szkoły podstawowej uczęszczał w Rzędówkach. Pochodził z środowiska robotniczego, ale związki z inteligencją a szczególnie z proboszczem ks. Wajdą dały mu szerokie spojrzenie na problemy narodowe i społeczne. W roku 1900 Niedurny przeniósł się do huty „Pokój", gdzie dochodzi do stanowiska maszynisty przy agregacie walcowniczym. W roku 1901 ożenił się Małgorzatą z domu Pańczyk. Mieli czworo dzieci. Niedurny działa z ks. Wajdą w organizowaniu akcji wieców polskich i rozwoju śpiewactwa polskiego na Górnym Śląsku. W 1909 r. przy udziale Niedurnego w Nowym Bytomiu powstaje „Koło Polskie". Kółko założyło „Dom Związkowy", zorganizowało kolportaż polskich gazet i książek, w tym bezpłatnie rozdawało elementarz.. Ono popularyzowało stroje ludowe, dekoracje mieszkań polskimi obrazami historycznymi, współorganizowało koło śpiewacze. Wystąpiło z pierwszymi w historii Nowego Bytomia polskimi listami kandydatów przy wyborach do korporacji miejskich i kościelnych. W czasie spotkań Niedurny często pełnił rolę prelegenta w Zjednoczeniu Zawodowym Polskim. Okres wojny był dla żywiołu polskiego szczególnym czasem walki o polskość. 25 listopada 1918 r. wiec polski w Czarnym Lesie wybrał Niedurnego przewodniczącym ukonstytuowanej Rady Ludowej, na której spoczął trud pozyskania ludności na rzecz złączenia Górnego Śląska z Macierzą. Niedurny nawiązał kontakt z Polską Organizacją Wojskową. Przyjął funkcję delegata PCK. Pogrzeb odbył się 6 lutego 1920 r. uczestniczyło w nim kilkanaście tysięcy ludzi

Edmund Kokot (1908-1942)

Urodził się 30 października 1908 r. w Suchej Górze w powiecie tarnogórskim. Ojciec Antoni, był dozorcą maszynowym w kopalni galmanu. Rodzina była wielodzietna (11 dzieci). Po ukończeniu szkoły podstawowej Edmund poszedł do pracy biurowej w Spółce Brackiej. W czasie pełnienia służby wojskowej uzyskał awans na podoficera. W pracy zawodowej doszedł do stanowiska księgowego. Po ożenku Kokot przenosi się do pracy w szpitalu w Bielszowicach. W czasie wojny wstępuje do organizacji konspiracyjnej. Jest szefem jednej z piątek organizacji ZWZ w Bielszowicach. Był prawdopodobnie komendantem bielszowickim. Kolportował prasę podziemną m.in. „Biały Orzeł" i „Świt".
Prowadząc robotę dywersyjną celem zamaskowania swoich działań wstępuje do SA. Jego dywersyjna rola wyszła dopiero po wsypie przez agentkę gestapo Julię Mathea na jesień 1941 r. Osadzono go razem z innymi członkami organizacji w więzieniu mysłowickim. Stracony publicznie 12 lutego 1941 r. w Bielszowicach jako ostatni z 4 bojowców rudzkich. Patrzył na śmierć współtowarzyszy Tiałowskiego i Nowaka w Goduli i Achtelika w Rudzie. Po wojnie nazwiskiem Kokota nazywano główną ulicę Bielszowic prowadzącą do Zabrza.


Jan Stefan Dworak

Urodził się 10 grudnia 1899 r. w Nowym Bytomiu. Z rodzinnego domu, w którym panowała polska tradycja i głębokie umiłowanie wiary, wyniósł on świadomość swojej polskości i zasady moralne, którym pozostał wierny przez całe życie. Już w okresie szkoły podstawowej zarysowały się jego zainteresowania historią, szczególnie pilnie uczył się tego właśnie przedmiotu. Poświęcał mu wiele czasu, pisząc obszerne wypracowania domowe. Pozostając wiernym rodzinnej tradycji religijnej oraz widząc, iż kościół kjatolicki stanowi niemal jedyną ostoję polskości – od najmłodszych lat Jan S. Dworak związał się z ruchem katolickim.
W okresie powstań śląskich i plebiscytu, wziąwszy udział w I powstaniu, znalazł się później w czołówce działaczy plebiscytowych, pełniąc funkcję jednego z sekretarzy Polskiego Komitetu Plebiscytowego w Nowym Bytomiu. Kiedy w 1922 r. Nowy Bytom znalazł się wraz z częścią Górnego Śląska w granicach niepodległej już Polski Jan S. Dworak został pracownikiem urzędy gminnego.
Tym, co najbardziej się dla neigo liczyło, co miało największe znaczenie – była praca. Jej też poświęcał się bez reszty. Zamknięty w swoim świecie książek i dokumentów, wydobywał z zapomnienia okruchy faktów, łącząc je w wydarzenia a te wplatając w znaną już historię. Badał i starał się odtworzyć dzieje swojego maista z pracowitością tytana, mnarzucając sobie ostry reżim i nie odstępując od raz przyjętego harmonogramu zajęć. Swoją pracą naukowo-badawczą i popularyzatorską zaskarbił sobie szacunek zarówno lokalnej społeczności, jak i środowiska naukowego, w którym był znany i ceniony. Znalazło to odbicie w przyznanych mu nagrodach. Zmarł 4 grudnia 1986 r.


Karol Godula (1781-1841)

Pochodził z biednej rodziny. Mimo to udało mu się wzbogacić w dość krótkim czasie i zdobyć wielki majątek. Większość uważała, że nie osiągnął tego tak do końca zgodnie z prawem. Twierdzono nawet, iż miał powiązania z diabłem. Niektórzy widzieli ponoć, jak sam diabeł trzymający wór , przechadzał się z Goduli do Rudy. Przy tych odwiedzinach miał zostawić płomienną łunę na nocnym niebie – jako znak. Ludność obawiała się, że Karol – milioner ma powiązania z diabłem, dlatego też mijała go z daleka wymawiając słowa: „Boże miej nas w swojej opiece” i czyniła znak krzyża. Po swojej śmierci Żył Karol Godula dalej w pamięci mieszkańców jako postrach. W Orzegowie ludzie opowiadali, że w jesienne mroczne noce człowiek bez głowy goni innych odcinając głowę każdemu, kogo spotka. Ten człowiek to prawdopodobnie duch Karola Goduli.
W Szombierkach natomiast mówiono, że Godula w porze nocnej bezszelestnie przejeżdżał ze wsi w kierunku huty godulskiej. Jego karoca była ciągnięta przez dwa konie, które ziajały ogniem. Czasami widziano również przywiązaną do karocy trumnę. Przepowiednia mówiła, że ten kto natrafił przypadkowo na ten powóz, umierał tego samego roku. Ten kto natychmiast odwrócił od niego wzrok lub unikał jego widoku, w następnym roku oślepł lub był zdany na zaćmę. (s. 77-78). Karol Godula, założyciel śląskiej huty cynku, był wrogiem człowieka. Całe jego życie to ciągłe dążenie do pomnożenia swego majątku. Mimo to gdzieś w skrytości miał marzenie, by był ceniony i wywyższany przez innych. Kiedy król Friedrich Wilhelm IV jechał pociągiem na polowanie, Godula uświetnił jego obecność na dworcu zdobiąc stację i zatrudniając kapelę muzyczną oraz robiąc prezent wart miliony. Wszystko po to, by zwrócić na siebie uwagę. Niestety król nie zwrócił ani na starania, ani na Karola uwagi. Za taką zniewagę postanowił Godula się zemścić. Kazał w tym celu wyłożyć podłogi swego mieszkania talarami, na których widniał wizerunek króla. Każdy, kto odwiedzał Karola, zmuszony był deptać po twarzy króla. Kiedy król Wilhelm dowiedział się o tym, zagroził Karolowi, że go aresztuje. Godula zmuszony był usłuchać króla i spełnił jego prośbę obrócenia talarów portretem Wilhelma IV w dół. Mimo to cieszył się Karol ze swej zemsty – udało mu się wyprowadzić króla z równowagi, a co za tym idzie, zwrócić na siebie uwagę.(s. 78-79)
Król cynku – Godula był wielbicielem zegarów. Całe ich mnóstwo nosił ze sobą. Opiekę nad pozostałymi zegarami przekazał swojemu księgowemu. Mimo że był to zaufany człowiek Karola – on mu nie ufał do końca. Pewnego razu wystawił księgowego na próbę. Przy wyjeździe do Wrocławia przekazał mu klucze do wszystkich szaf i drzwi. Wszystkich kluczy mógł księgowy używać z wyjątkiem jednego, małego, miedzianego kluczyka. Był to klucz do sejfu, którego użytek był zabroniony aż do momentu nadejścia wiadomości o śmierci Karola Goduli. Godula wyjeżdża. Księgowy korzysta i napawa się widokiem wszystkich zegarów z wyjątkiem tych, które miały znajdować się w sejfie. Ciekawość go zżerała, lecz mimo to nie dał się jej skusić. Trzeciego dnia nie wytrzymał. Ciekawość zwyciężyła. Otworzył drzwi sejfu. W tym momencie z sejfu uderzyła go pięść prosto w twarz. To był Godula, który schował się tam, by wypróbować wierność swego sługi.


Opracowano na podstawie: J. Horwat, W pana dworakowym rudzkim kalejdoskopie historycznym, Ruda ¦l±ska 1994