Garncarstwo

Zabawki dziecięce

Podania i legendy

 

Garncarstwo

 

Podstawowym surowcem, z którego powstają wyroby garncarskie jest glina. By uczynić glinę bardziej plastyczną wykonywano szereg prac. Najpierw wydobytą z dołu glinę układano na ławce, skrapiano obficie wodą i strugano kulka razy specjalnym strugiem, zastąpionym z czasem przez walce w nowocześniejszych pracowniach. Dodatkowo glinę przebierano w rękach dla usunięcia kamyków i innych zanieczyszczeń. Po struganiu lub walcowaniu wyrabiano glinę w rękach formując wałek, z którego urywano gruzełki w postaci gałek wystarczających na wykonanie jednego naczynia.

Do toczenia naczyń glinianych służył krąg garncarski wprawiany w ruch przy pomocy nogi. W ostatnich łatach większość garncarzy posługiwała się kręgami poruszanymi silnikiem elektrycznym. Od wykonywanego naczynia zależą ruchy rąk wykonywane przez garncarza, który dodatkowo posługuje się drewnianym nożykiem, a na końcu wytoczony garnek odcina od krążka cienkim drutem. O ile naczynie posiada ucho przykleja się je zaraz po wytoczeniu, podobnie wykonuje się dzióbki w dzbanach, otwory w durszlakach itp.

Wytoczone naczynia ustawione w cieniu, by nie deformowało je słońce, schły przez kilka dni. Do przesuszania naczyń służą też półki znajdujące się w pracowni garncarskie. Wysuszone naczyń były przygotowywane do wypału. Zastosowane techniki wypału oraz zdobienia naczyń pozwalają wyróżnić podstawowe grupy ceramiki ludowej, takie jak siwaki, ceramika nieglazurowana i glazurowana oraz półmajolika.

Odległą tradycję historyczną mają siwaki, tj. naczynia gliniane, które swoje ciemne zabarwienie zawdzięczały specjalnemu sposobowi wypału. Zmniejszając dostęp tlenu do pieca (przez jego celowe uszczelnianie) powodowano, że zawarte w glinie związki żelaza, które barwią normalnie glinę na kolor czerwony, redukują się na tlenek żelaza dający zabarwienie od odcienia popielatego do czarnego. Starym sposobem zdobienia stosowanym przy siwakach było wygładzanie powierzchni naczynia. Częściowo wysuszone naczynie szlifował garncarz bądź wykonywał na jego powierzchni ornament przy pomocy krzemienia lub kostki, wyrównując tym sposobem naturalną porowatość gliny. Po wypaleniu miejsca wypalone błyszczały metalicznie.

Najprymitywniejszym sposobem zdobienia ceramiki czerwonej o powierzchni nieglazurowanej było wykonywanie malatur białą glinką, czyli polewą. Dodatek do polewy tlenku miedzi powodował zabarwienie zielone lub niebieskie, tlenków kobaltu na niebiesko, tlenków żelaza w różnych odcieniach koloru brązowego. Do malowania wzorów używano pędzli i rożków. Najczęściej pomalowane polewami naczynia pokrywano mieszaniną do wytopu glazury. Po wypale przez szklistą glazurę były widoczne pomalowane wzory. Samo szkliwienie naczyń obejmowało zwykle ich wnętrze, zewnętrzne brzegi wylewu oraz ucho.

W ludowym zdobnictwie garncarskim wykorzystywano ornamenty geometrycz­ne i roślinne. Czasem malowano ptaki, bardzo rzadko ludzi. Wśród ornamentów geometrycznych przeważały linie (proste, łamane, faliste), spirale, kropki, kółka, przecinki itp. Z różnych elementów geometrycznych komponowano zwykle mo­tywy pasowe.

Wysuszone i pokryte ozdobami naczynia były wypalane w piecu garncarskim. Po odpowiednim ułożeniu naczyń w piecu garncarz rozpalał ogień używając do tego celu suchego drewna sosnowego. Wypał trwał ok. 10 godzin i przez cały ten czas był kontrolowany przez garncarza. Po wypaleniu zatykano palenisko skorupami, darnią i ziemią i pozostawiano naczynia w piecu do zupełnego wystygnięcia. Szybkie stygnięcie naczyń mogło spowodować ich pękanie.

Już z tego skrótowego opisu technologii garncarskiej wynika, że było to rzemiosło wymagające sporych umiejętności, które zdobywano w ciągu wielu lat prak­tyki. Naukę zawodu rozpoczynano dość wcześnie. Zwykle kilkunastoletni chłopcy najpierw podpatrywali pracę ojca, później dawano im do strugania glinę, w końcu pozwalano zasiąść przy kręgu garncarskim i podjąć próbę toczenia najmniejszych naczyń, zwykle garnuszków. Nauczycielami zawodu, gdy ojciec nic zajmował się garncarstwem byli także bliscy krewni lub mieszkający w pobliżu rzemieślnicy. Znani garncarze wspominali, że zdobywanie podstawowych umiejętności związanych z tym zawodem trwało około roku. Liczył się także pewien talent i zdolności manualne. W XIX i na początku XX wieku, garncarstwo przy braku innych moż­liwości dodatkowego zarobkowania na wsi, było rzemiosłem, które zapewniało utrzymanie wielu rodzinom.

Ośrodki garncarskie.

Wiejskie i małomiasteczkowe ośrodki ceramiczne powstawały w pobliżu starych, sięgających początkami XVI wieku ośrodków cechowych, takich jak Rzeszów, Łańcut, Jarosław, Leżajsk, Sokołów, Głogów, Mrzygłód oraz Kołaczyce. Na uwagę zasługuje fakt, że obok ośrodków skupiających kilku czy nawet kilkudziesięciu garncarzy, którzy swymi wyrobami zaopatrywali szersze rynki lokalne, istniały także pojedyncze warsztaty garncarskie charakteryzujące się stosunkowo skromnym asortymentem produkowanych naczyń, kupowanych przez mieszkańców określonej wsi czy miasteczka. Do największych ośrodków garncarskich na terenie interesującej nas części Małopolski należały: Medynia i Zalesić k. Łańcuta, Sokołów, Leżajsk, Kołaczyce, Brzostek oraz Mrzygłód

Siwaki wykonane przez Bolesława Panka z Zalesia, fot. z : Józef Ambrozowicz, "Ziemia Rzeszowska", Agencja Wydawnicza Jota, Rzeszów 1998Medynia i Zalesie. Ośrodek garncarski tworzyli garncarze zamieszkujący sąsiadujące ze sobą wsie: Medynię (dzielącą się na dwie części, tj. Łańcucką i Głogowską), Pogwizdów, Zalesię oraz Kąty Węgliskie. Historię tego ośrodka garncarskiego można podzielić na dwa okresy. Pierwszy obejmował okres od jego powstania do polowy XX wieku, kiedy miejscowi garncarze pracowali dla szerokich kręgów odbiorców wiejskich. W tym czasie garncarze emigrujący z Medyni i Zalesia wpłynęli na powstanie wielu innych małopolskich ośrodków ceramicznych. Na początku lat pięćdziesiątych rozpoczął się nowy okres w dziejach ośrod­ka. Większość pracujących tam garncarzy rozpoczęła wówczas stałą współpracę z Cepelią, a odbiorcą ceramiki stali się mieszkańcy miast poszukujący wyrobów z gliny jako modnych elementów dekoracji wnętrz. Rozwiązanie spółdzielni cepeliowskiej w Leżajsku w 1990 roku oraz postępująca zmiana gustów i upodobań „na ludowość" dotychczasowych głównych odbiorców ceramiki spowodowały stop­niowy upadek ośrodka.

Dotychczasowy stan badań wskazuje, że ośrodek garncarski w Medyni i Zalesiu powstał około połowy XIX wieku. Niewątpliwie najważniejszym czynnikiem sprzyjającym powstaniu nowego ośrodka ceramicznego było zwiększone zapotrzebowanie na wyroby garncarskie ze strony gospodarstw chłopskich, które po uwłaszczeniu przechodziły na gospodarkę towarową. Innym dodatkowym czynnikiem były warunki środowiska naturalnego, które nie sprzyjały rozwojowi rolnictwa i zmuszały mieszkańców Medyni i Zalesia do poszukiwania dodatkowych źródeł zarobkowania, wśród których już od XVIII wieku był wyrób cegieł i dachówek ceramicznych.

Ważną cechą ośrodka garncarskiego w Medyni i Zalesiu była duża liczba rze­mieślników trudniących się wykonywaniem ceramiki. Brak danych uniemożliwia podanie dokładnej liczby czynnych warsztatów garncarskich przy końcu XIX i na początku XX wieku. Można jednakowoż przypuszczać, że było ich mniej więcej tyle, ile w pierwszych latach po II wojnie światowej, czyli około 120 pracowni. Pod względem wielkości, Medynia i Zalesie były niewątpliwie jednym z największych ośrodków garncarskich na ziemiach polskich w XIX i na początku XX wieku. Wykonywano tu przede wszystkim różnej wielkości garnki. Przed żniwami wykonywano dzbanki na wodę, natomiast w jesieni i zimie, tradycyjnym okresie wesel – garnuszki i misy. Sprzedawano także rondle, donice, cedzaki, szabasówki. Z dużych naczyń wykonywano miodowniki, garnki na powidło oraz tzw. ziarniki do przechowywania ziarna zbóż oraz koniczyny.

W Medyni i Zalesiu wykonywano naczynia nie polewane, obok malowanych i glazurowanych oraz siwaków. Wypałem ceramiki siwej trudnili się głównie garn­carze z Zalesia.

Już w okresie międzywojennym zaczęto wykonywać doniczki oraz podstawki sprzedawane na targach oraz dostarczane na zamówienie gospodarstwa ogrodniczego ordynacji Potockich w Łańcucie.

Uboczną produkcją garncarzy było wykonywanie glinianych zabawek — różnego rodzaju gwizdków w postaci ptaszków oraz jeźdźców na koniach.

Nowsze dzieje ośrodka garncarskiego w Medyni i Zalesiu wiążą się z latami po II wojnie światowej. Przy końcu lat czterdziestych i na początku pięćdziesiątych, przy stałym zmniejszaniu się zapotrzebowania na tradycyjny asortyment wyrobów z gliny ze strony gospodarstw wiejskich, zaczyna się kształtować nowa postać rzemiosła garncarskiego. Podstawową funkcję wyrobów garncarskich, podobnie jak i innych form szeroko rozumianego ludowego rzemiosła artystycznego — określał zorganizowany mecenat instytucji państwowych, organizujących konkursy sztuki ludowej oraz produkcję i zbyt produkowanych wyrobów. Za sprawą Cepelii przy końcu lat sześćdziesiątych w Medyni i Zalesiu powstaje prężny ośrodek ludowego rzemiosła artystycznego. Wyroby garncarzy trafiają do nowego, miejskiego odbiorcy i pełnią przede wszystkim funkcję dekoracyjną. Rosnące zapotrzebowa­nie na wyroby o wysokim poziomie artystycznym pobudza inwencje garncarzy. Nowe formy ceramiczne, akceptowane przez nadzór artystyczny Cepelii nawiązy­wały do tradycji, rozwijało się zdobnictwo wyrobów, następowała specjalizacja poszczególnych warsztatów. Obok naczyń użytkowych, wykonywano komplety do kawy czy wódki, miniatury tradycyjnych form ceramicznych.

Z nowszymi dziejami ośrodka jest związana rzeźba w glinie, wykonywana tu w latach po II wojnie światowej za sprawą dwóch utalentowanych twórczyń: Emilii Chmiel (ur. 1901, zm. 1958) oraz Władysławy Prucnal (ur. 1935). Indywidualność twórcza B. Chmiel znalazła wyraz w stylu jej rzeźb ceramicznych, które nie miały naśladowców w miejscowym środowisku. Trudne warunki bytowe ubogiej kobiety wiejskiej oraz towarzyszące jej ciężkie przeżycia powodujące napięcia emocjonalne są czytelne w najlepszych pracach, jakie pozostały po artystce: peł­nych ekspresji i dramatycznej wymowy przedstawieniach Matki Boskiej, Chrystusa dźwigającego krzyż, Golgoty i Chrystusa Umęczonego.

W twórczości Władysławy Prucnal dominuje inny klimat emocjonalny. W jej licznie wykonywanych rzeźbach o tematyce rodzajowej, galerii postaci wykonują­cych różnego typu tradycyjne zajęcia wiejskie jest widoczna swoista apoteoza odchodzącej w przeszłość dawnej wsi. Ważne miejsce w twórczości W. Prucnal zajmuje rzeźba o tematyce sakralnej: przedstawienia Matki Boskiej, Chrystusa, Świętych. Wykonuje także gliniane szopki i kapliczki.

Spółdzielnia cepeliowska w Leżajsku w ciągu blisko 25. lat swego istnienia zrzeszała zarówno garncarzy wykonujących ceramikę zaliczaną do ludowego rzemiosła artystycznego, jak też wytwórców prostych doniczek. Stałe dochody, jakie mieli garncarze z wykonywanego rzemiosła były podstawą stałego podnoszenia się standardu życia mieszkańców wsi. W Medyni i Zalesiu wybudowano wiele nowych domów i budynków gospodarczych z pracowniami umożliwiającymi wykonywanie ceramiki przez cały rok. Inwestowano także w budowę pieców garncarskich. W latach siedemdziesiątych w Medyni i Zalesiu funkcjonowało blisko 60 pieców garncarskich. Własne pracownic zakładali młodzi garncarze. Od 1971 roku przy szkole podstawowej w Medyni działa Kółko Plastyczne prowadzone przez utalentowanego garncarza Andrzeja Rutę i Władysławę Prucnal. W trakcie prowadzonych tam zajęć młodzież szkolna poznawała podstawy lepienia i toczenia naczyń glinianych, wypalanych następnie w specjalnie zakupionym piecu elektrycznym.

O tradycjach garncarskich Medyni i Zalesia przypominają organizowane corocznie przez Gminny Ośrodek Kultury w Czarnej tzw. jarmarki garncarskie, połączone z kiermaszami wyrobów i występami zespołów folklorystycznych. W budynku dawnej szkoły w Zalesiu są gromadzone wyroby miejscowych garncarzy i używane przez nich narzędzia.

Sokołów. Stary ośrodek garncarski położony na obszarze dawnej Puszczy Sandomierskiej. Od 1710 roku istniał tu samodzielny cech garncarzy, a samo rzemiosło musiało być uprawiane znacznie wcześniej. Według lokalnej tradycji garncarze sokołowscy mieszkali przy tzw. Kozim Rynku, dzielnicy miasteczka położonej za wałami obronnymi. Upadek miejscowego garncarstwa rozpoczął się w drugiej połowie XIX wieku. Na początku XX wieku było czynnych 10 warsztatów, w których wykonywano różnorodny asortyment ceramiki, również siwą. Specjalnością garncarzy sokołowskich były naczynia weselne, tj. garnuszki i konwie na piwo oraz miski, kupowane przez chłopów z okolicznych wsi. Garncarze sprzedawali swe wyroby na jarmarkach w Rzeszowie, Łańcucie, Tyczynie oraz Żołyni. Dwoma ostatnimi garncarzami w miasteczku byli bracia Andrzej i Piotr Koziarz, zajmujący się do początku lat 60. bieżącego stulecia wykonywaniem ceramiki, obok prowadzonych gospodarstw.

Do garncarskich tradycji i Sokołowa nawiązywał Stefan Fus (l 904-1987), osia­dły w miasteczku na początku lat 70. zajmujący się przede wszystkim rzeźbą w glinie, w mniejszym stopniu toczeniem miniaturowych naczyń. S. Fus stale współpracował z Cepelią, brał udział w wielu konkursach i kiermaszach sztuki ludowej. Rzeźby ceramiczne tego twórcy znajdują się w zbiorach polskich muzeów. Wiele prac zakupili także krajowi i zagraniczni kolekcjonerzy polskiej sztuki ludowej.

Leżajsk. W przeszłości duży ośrodek garncarski. W XVIII wieku istniał tu samodzielny cech garncarski. Ostatnim jego cechmistrzem był Karol Tryczyński zmarły w 1935 roku. Rzemiosłem garncarskim zajmowały się w XIX i na począt­ku XX wieku rody Tryczyńskich, Serafinów, Gdulów i Romańskich. W Leżajsku wykonywano szeroki asortyment naczyń malowanych i glazurowanych oraz siwych, a ponadto kafli piecowych, sterczyn dachowych i dachówek oraz glinianych zabawek. Warto tu wspomnieć o Wojciechu Krystyniackim (ur. 1833 r. zm. 1903) przezywanym Wojciech Zgrajonka, który w swojej pracowni ceramicznej wykonywał kafle malowane ze scenami polowań i bitew. Na kaflach zachowanego pieca w Wólce Niedźwiedzkiej przedstawił W. Krystyniacki żołnierzy pieszych i konnych oraz sceny batalistyczne z walk arcyksięcia Maksymiliana Habsburga w Meksyku w latach 1863-1867.

Garncarze leżajscy sprzedawali swe wyroby na jarmarkach w pobliskiej Żołyni i Grodzisku oraz Rudniku, Sieniawie, Jarosławiu i Przeworsku. Ostatnim garncarzem w Leżajsku był w latach pięćdziesiątych obecnego stulecia Franciszek Tryczyński, który wykonywał głównie naczynia siwe.

Kolaczyce. W XVIII wieku istniał tu samodzielny cech garncarski. Zachowała się tradycja o wcześniejszym spławie ceramiki do Gdańska i jej eksporcie do Anglii. W XIX wieku było tu czynnych około 60 pracowni garncarskich. Na początku XX wieku zaznaczał się stopniowy upadek ośrodka. W pierwszych latach po II wojnie światowej w Kołaczycach pracowało czterech garncarzy. W 1970 roku były tu trzy pracownie garncarskie. W Kołaczycach produkowano wyłącznie ceramikę czerwoną, przede wszystkim dzbanki, garnki, dwojaki, różnego rodzaju miski, makutry, flakony, doniczki oraz skarbonki. Znane są także pochodzące z Kołaczyc gliniane formy do odlewania świec oraz ozdobne ramy do obrazów. Ceramika kołaczycka miała wiele cech charakterystycznych, wśród których, obok smukłych form, na uwagę zasługuje zdobnictwo naczyń (wnętrza misek oraz zewnętrznych ścian garnków) w postaci tzw. fladrowania. Polegało to na nakładaniu na ścianki naczynia, które obraca się na kręgu garncarskim, równoległych poziomych prążków angoby, zwykle w dwóch kolorach. Po ich nałożeniu i zatrzymaniu kręgu, przy górnym prążku umieszczano krople angoby w innym kolorze, która popchnięta palcem spływała w dół, pociągając za sobą polewę z prążków. Czynność powtarzano, rozmieszczając krople w równych odstępach wokół naczynia. Po wypaleniu uzyskiwano wzór przypominający słoje drewna lub delikatne pióra ptaków. Plądrowaniem zdobiono ceramikę w XIX i na początku XX wieku, później dekoracja naczyń wykonywanych w Kołaczycach była bardzo skromna, ograniczona do prostych ornamentów malowanych białą lub brązową farbą.

Wyroby z Kołaczyc były sprzedawane na targach i jarmarkach w Tarnowie, Pilźnie, Dębicy, Strzyżowie, Rymanowie, Gorlicach, Nowym Sączu i Jaśle.

 

 

 

 

Fotografie z "Rzeszów-Rzeszowszczyzna, Przeszłość daleka i bliska", Wydawnictwo Muzeum Okręgowego w Rzeszowie i Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich Oddział w Rzeszowie

1. Piec kaflowy wykonany przez Wojciecha Krystyniackiego, fot. K. Ruszel

2. Siwaki wykonane w Zalesiu, fot. J. Stankiewicz

3. Naczynia gliniane wykonane w Medyni Głogowskiej i Zalesiu, sprzedawane w 1996 roku na odpuście w Leżajsku, fot. K. Ruszel

 

                     

 

na początek

 

 

 

Zabawki dziecięce

Do niedawna okres zabaw dziecięcych w tradycyjnych społecznościach wioskowych był krótki. Rodzice zajęci ciężką pracą niezbyt przychylnie patrzyli na zabawy dzieci, traktując je jako „próżniactwo". Wcześnie obarczano dzieci wiejskie różnorodną pracą, stopniowo zwiększając zakres obowiązków, jakie na nich spoczywały. Jedynie dziadkowie, niezdolni do ciężkiej pracy fizycznej mieli więcej zrozumienia dla wnuków. Wykonywali dla nich różnego typu fujarki, gwizdki, wiatraczki, kobiałki itp., używając do tego celu drewna i gliny, a ponadto ziemniaków, łupin orzecha, słomy i kory. Dziadek robił dla chłopców pukawki lub sikawki z dzikiego bzu, dla dziewczynek manekiny, które przybrane szmatkami pełniły funkcje lalek. Często też dziadek uczył dzieci różnych technik obróbki materiału, które później te wykorzystywały wypełniając czas przy pasieniu gęsi lub krów — strugając, drążąc, plecąc czy lepiąc.

Obok zabawek robionych przez same dzieci lub dorosłych, były i takie, które wykonywali dla nich wyspecjalizowani rzemieślnicy — zabawkarze. Podstawowymi surowcami wykorzystywanymi do produkcji zabawek ludowych były i są w wielu przypadkach do chwili obecnej: drewno, glina, kora, słoma, rogożyna, sitowie, wiklina i tkaniny. W Polsce występują cztery podstawowe rodzaje zaba­wek ludowych:

• zabawki lokomocyjne (koniki, koniki z wózkami lub bryczkami, taczki, hu­lajnogi itp.),

• zabawki konstrukcyjne (klocki, układanki),

• zabawki dźwiękowe (fujarki, piszczałki, gwizdki, okaryny, grzechotki, terkotki, pukawki, kołatki, itp.),

• zabawki antropomorficzne i zoomorficzne (lalki, pajace, pieski, kotki itp.). Wiele rodzajów zabawek jest formami mieszanymi, łączącymi cechy typów zasadniczych, np. zabawki lokomocyjno-dźwiękowe w postaci kółek - terkotek, ptaków - klepaków itp.

Na terenie Polski występuje kilka ośrodków tradycyjnego zabawkarstwa ludowego. Do najbardziej znanych od początku XX wieku należy ośrodek w Brzozie Stadnickicj w powiecie leżajskim. Wcześniej mieszkańcy tej wsi trudnili się wykonywaniem różnego typu wyrobów z drewna, związanych przede wszystkim z gospodarstwem domowym, takich jak niecki, maglownice, kijanki, siewnice, miarki na zboże, siedleczki, szufelki do mąki oraz różnej wielkości łyżki. Wytwarzanie zabawek zapoczątkował tu Marcin Guzy (1872-1924), który przy końcu XIX wieku wykonywał pierwsze drewniane koniki, wzorowane na znalezionym metalowym zakończeniu chomąta. Koniki były umieszczone na podstawie zaopatrzonej w kółka, miały oczy wykonane techniką wypalania i były niemalowane. Z kolei handlujący wyrobami z drewna Franciszek Boho zaczął robić bryczki z charakterystycznymi płaskimi konikami wzorowane na zabawkach wykonywanych masowo w Jaworowie, które znał z jarmarków. Można także przypuszczać, że istniejąca od 1909 roku w Leżajsku niewielka fabryka zabawek drewnianych Marcina Garbackiego, w której pracowali rzemieślnicy z okolicznych wsi, wpłynęła na powstanie ośrodka zabawkarskiego w Brzozie Stadnickiej.

W pierwszej połowie XX wieku szybko rosła ilość mieszkańców wsi zajmujących się wytwarzaniem zabawek. O ile przed I wojną światową było tu ich kilku, w latach 20. — kilkunastu, to pod koniec okresu międzywojennego blisko pięćdziesięciu. Miejscowi pośrednicy - handlarze dostarczali zabawki wozami konny­mi do wielu miejscowości: bliżej — do Przeworska, Rzeszowa i Sandomierza, dalej — Lwowa, Lublina, Warszawy i Lodzi. Niekiedy podróż połączona ze sprzedażą zabawek trwała blisko dwa miesiące, a jej trasa wiodła z Leżajska przez Sandomierz do Kielc, Ostrowca, Lublina i Zamościa. Najpierw sprzedawano zabawki zabrane z Brzozy Stadnickicj, później dostarczane przesyłkami pocztowymi do wcześniej ustalonych miejscowości.

 

Fotografie z "Rzeszów-Rzeszowszczyzna, Przeszłość daleka i bliska", Wydawnictwo Muzeum Okręgowego w Rzeszowie i Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich Oddział w Rzeszowie

 

Drewniane koniki wykonane w Brzózie Królewskiej, fot. K. Ruszel

 

Gliniane gwizdki-siwaki, wykonane w Zalesiu, fot. J. Stankiewicz

 

 

Okresem dużego zapotrzebowania na drewniane zabawki, przy braku wyrobów fabrycznych, były lata okupacji.

W latach powojennych różne instytucje, obok miejscowych handlarzy, podejmowały próby zorganizowania zbytu zabawek. Przyjmuje się, że 30% zabawkarzy stale korzystało z pośrednictwa różnego typu spółdzielni przy sprzedaży wyro­bów. Pozostali zbywali zabawki za pośrednictwem licznej w Brzozie Stadnickiej grupy handlarzy, którzy wozili je na jarmarki i odpusty, bądź dostarczali prywat­nym hurtownikom.

Organizacja produkcji, wykorzystywany materiał i narzędzia oraz co najważniejsze — asortyment zabawek, były związane ze zmiennym zapotrzebowaniem na tego typu wyroby w różnych okresach funkcjonowania ośrodka. Masowa produkcja w okresach największego zapotrzebowania na zabawki sprzyjała specjalizacji rzemieślników. Większość trudniła się wykonywaniem jedynie wybranych elementów zabawek, które później inny rzemieślnik składał i malował. Zabawki wykonywano z drewna osikowego, stopniowo zastępowanego przez bardziej dostępne drewno wierzbowe. Zestaw narzędzi, który początkowo używano przy wyrobie zabawek był skromny i składał się z kobylnicy, siekiery, ośnika i noża. W latach 30. do wycinania kółek zaczęto używać specjalnego narzędzia zwanego wyrzynaczem.

Do najwcześniej wykonywanych zabawek należały koniki umieszczone na podstawce z kółkami, bryczki zaprzężone w parę koników, kołyski dla lalek, tacz­ki i duże konie na biegunach. Te ostatnie przygotowywano specjalnie na jarmarki odbywające się przed św. Mikołajem. Nieco później upowszechniły się zabawki w formie kaczek z trzaskającymi skrzydłami, pajaców umieszczonych na wózeczku z wirującymi dwiema tarczami oraz popularne kółka trzaskające zw. tyrkaczami. Już po ostatniej wojnie zaczęto wykonywać wiatraczki, karuzelki, terkotki, wózki dla latek zw. spacerakami, samochody i samoloty.

Malowanie zabawek upowszechniło się po I wojnie światowej: początkowo farbami anilinowymi z zastosowaniem kombinacji trzech kolorów, tj. żółtego, różowego i zielonego, później dodatkowo bielą cynkową i czarną farbą zmieszaną z klejem stolarskim dla uzyskania połysku. Malowaniem zabawek zajmowały się głównie kobiety, które nakładały farby rozklepanym patyczkiem brzozowym lub pędzlami wykonanymi z sierści. W ostatnich latach do malowania zabawek zaczę­to także używać farb olejnych i nitrowych. Części uprzęży, grzywy i ogony koników są najczęściej malowane realistycznie. Funkcje dekoracyjną pełnią motywy geometryczne i roślinne rozmieszczone na wózkach, kołyskach i taczkach.

W okresie stu lat istnienia ośrodka zabawkarskiego w Brzozie Stadnickiej pracowało tu wielu utalentowanych rzemieślników. Ich wyroby były naśladowane i często wzbogacane nowymi pomysłami. W ciągu tych lat ukształtował się specyficzny i łatwy do rozpoznania „styl" zabawek wykonywanych przez kilka pokoleń mieszkańców wsi. Z Brzozy Stadnickiej pochodził Stanisław Naróg, mieszkający później w pobliskiej Żołyni, zmarły niedawno znany artysta-zabawkarz, laureat wielu konkursów sztuki ludowej.

Wielką popularnością, obok zabawek drewnianych, cieszyły się zabawki gliniane wykonywane przez garncarzy. W produkcji lepionych ręcznie zabawek glinianych w postaci gwizdków oraz skarbonek przetrwały najbardziej archaiczne formy i techniki wykonania. Do niedawna gliniane zabawki były sprzedawane na targach i odpustach, obecnie można je kupić jedynie przy okazji organizowanych kiermaszy sztuki ludowej.

Różnego typu zabawki, wykonywane przez dzieci i podarowane przez dorosłych, były ważnym atrybutem materialnym zabaw dzieci wiejskich. Z kolei z kulturą duchową — folklorem dziecięcym wiążą się tradycyjne gry i zabawy. Pod pojęciem folkloru dziecięcego rozumie się szeroką sferę twórczości ustnej, muzycznej, tanecznej i dramatycznej wypełniającej świat dziecięcy i dorastającej młodzieży, będącej nierozłącznym składnikiem życia zbiorowego i rozrywki. Pod względem formy do folkloru dziecięcego należą wiersze, recytacje, wyliczanki zwane inaczej mętowaniem, pieśni oraz wspomniane wcześniej gry i zabawy.

Większość tradycyjnych zabaw dzieci, w szczególności gier, poprzedzało losowanie, nazywane wyliczaniem lub mętowaniem, przy pomocy którego wybiera-10 uczestników. Inicjator zabawy wygłaszał rytmiczny tekst (zwykłe nie mający sensu) i przy pewnych wyrazach wskazywał kolejno na uczestników. Na kogo padł ostatni wyraz był wybrany do zabawy. Przykładowo, dzieci w Wilkowyji pod Rzeszowem używały przy końcu XIX wieku dwóch formuł mętowania:

 

Ane dure rex

pater fixter sex

ane dure raba

pater fiber żaba

Albo:

Siedzi koza pod potokiem

nazywa się fryc

na kogo to słowo padnie

ten się misi kryć

 

 

na początek

 

 

 

Podania i legendy

Każda miejscowość miała własną niepisaną historię, na którą składały się rela­cje o autentycznych wydarzeniach a także o wypadkach niesamowitych, nadprzy­rodzonych. Określa się je jako podania i legendy, często używając obu terminów wymiennie. Najogólniej mówiąc podania mają charakter opowiadań historycznych opartych o realne wydarzenia, natomiast legendy, choć oczywiście mogą mówić o wydarzeniach prawdziwych, zawierają wątek cudowności, niezwykłości.

Przez długi czas podania i legendy stanowiły źródło wiedzy o własnej miejscowości, czy najbliższej okolicy. Przekazywane ustnie z pokolenia na pokolenie sta­nowiły kronikę, dzięki której, dzieje miejscowości nie były anonimowe, lecz stanowiły o tożsamości wsi czy miasteczka.

O tym, że potrzeba wiedzy o własnej przeszłości była dawniej silna świadczy dokument, jaki znajduje się w zbiorach Muzeum etnograficznego w Rzeszowie. Jest to XIX wieczna deska z kapliczki w Rakszawie, na której miejscowy kroni­karz odnotował ważne dla wsi wydarzenia. Dowiadujemy się z niej, że:

R.P. 1710 głód, morowa zaraza cały kraj trapił

R.P. 1811 posucha na św. Jan, wszystko w stodole było

R.P. 1813 powódź, w Rakszawie stawy zerwało

R.P. 1814 w Rakszawie ludzi wlekli za pańskie

R. P. 1831 cholera, głód, ludzie z głodu marli i być może dopisane później drob­nymi literami wojna z moskalami

R. P. J 846 panów bili

R. P. i 848 pańskie przepadło Rakszawa robiła dni 20000, dalej wymienione są inne obciążenia.

R.P.1884 Ksiądz Biskup przejeżdżał Łukasz Solecki

R.P. 1887 Arc książę Rudolf' przejeżdżał bes Rakszawe.

Z biegiem czasu wiele z tych suchych informacji wzbogacano o nieraz nad­przyrodzone czy fantastyczne wątki tworząc w ten sposób opowieść o nadzwyczajnym czy wręcz cudownym wydarzeniu. Przykładem może być legenda o kościele w Bliznem.

Kościół był w czasie najazdu Kantymira Murzy w 1624 roku oblegany przez czambuł tatarski. Obrońcom przyszła na odsiecz chorągiew słynnego zagończyka zaprawionego w walkach na stepach Ukrainy, Stefana Chmielnickicgo. Z biegiem czasu relacja o wydarzeniach przybrała postać legendy o anielskim hufcu św. Michała Archanioła, który rozgromił Tatarów uratował obrońców i wyzwolił wziętych w jasyr mieszkańców.

Inne, podobne wydarzenie, które rozegrało się w tym samym czasie w Nowosielcach koło Przeworska zachowało charakter relacji historycznej. Przekazało nazwiska wójta Pyrza kierującego obroną a także dwóch innych obrońców: artylerzysty Dudka i chłopaka Jaśka, który porywając Tatarom konie, walnie przyczynił się do ich porażki.

Najazdy tatarskie wyjątkowo mocno zapadły w świadomość ludzi. Pamięć o wydarzeniach, które rozegrały się w XVII wieku żywa była jeszcze pod koniec XIX i na początku naszego wieku. Żadne inne wydarzenie nie zostało w zbiorowej pamięci tak dokładnie „udokumentowane".

W podaniach przetrwało wiele motywów z wydarzeń historycznych, które miały miejsce w tej części kraju. Najazdy Tatarów, Węgrów, Rakoczego, Szwedów, konfederacja barska, rabacja 1846 roku i pańszczyzna, powstanie styczniowe, epidemie dziesiątkujące ludność - to najczęściej pojawiające się wątki ludowych opowieści. Jednak rzadko zostały one przekazane z kronikarską dokładnością, lecz wzbogacone o motywy wierzeniowe, magiczne, obyczajowe. W podaniu z Husowa, uciekająca przed Tatarem dziewczyna zostaje zamieniona w źródło. W innym z Medyki dzwony ratują oblężonych, zrywając się z wieży i zabijając wrogów. Morowe powietrze pojawia się jako zjawa w ludzkiej postaci.

W podaniach zawarte są także echa starych wierzeń być może jeszcze przedchrześcijańskich, jak podania o rosnących kamieniach czy otoczonych czcią drzewach.

Góry „przyjaciółki" złodziei były kryjówką wszelkiego autoramentu przestępców, „beskidników", którzy po obu stronach: polskiej i węgierskiej mocno dawali się we znaki. Zbójnictwo było tu procederem uprawianym na niespotykaną gdzie indziej skalę. Ale, rzecz charakterystyczna, w tradycji ludowej po zbójnikach pozostały tylko nikle wspomnienia. Jedyną, utrwaloną w legendzie postacią jest Sypko (od imienia Osip) z Męciny. Tradycja przekazała jego obraz jako młodzieńca szlachetnego, mszczącego się za doznane krzywdy, cieszącego się łaską samego cesarza.

Twórczość ludowa zachowała wspomnienia o wybitnych postaciach historycznych: Kazimierzu Wielkim, królowej Jadwidze, Władysławie Jagielle, Janie III Sobieskim, św. Jacku Odrowążu czy słynnym Diable Łańcuckim Stanisławie Stadnickim.

Legendy dotyczą także cudownych wizerunków Matki Bożej. Ich kult łączy się bowiem z wydarzeniami historycznymi: wojnami religijnymi w królestwie węgierskim, skąd miały przywędrować wizerunki M.B. Starowiejskiej i Tarnowieckiej, najazdami Turków i Tatarów jak w przypadku Hyżnego, Tamowca czy Kalwarii Pacławskiej, pobytem monarchów - M.B. z Zagórza lub świętych - M.B. Jackowa z Przemyśla.

Osobną grupę stanowią podania ajtiologiczne objaśniające nazwy miejscowo­ści lub mówiące o ich powstaniu. Podania takie były bardzo liczne, bowiem był to niejako „rodowód" miejscowości. Niektóre z nich są stosunkowo młode, np. podanie o pochodzeniu nazwy wsi Jagieła powstało dopiero w okresie obchodów 500-lecia bitwy pod Grunwaldem w 1910 roku.

Dziewiętnastowieczny pisarz Zygmunt Kaczkowski zwany bardem Ziemi Sanockiej stworzył wizję klasztoru karmelitów w Zagórzu:

Gdy słońce się chowa za góry i chłodna noc ziemie okryje i blady księżyc wy­płynie na niebo wtedy.... tu wszystkie mnichy wracają nazad, którzy stąd wyszli na wiekuiste sieroctwo. Jedni z nich siadają na głazach i opierają swe twarze zgrzybiałe na rękach, jak gdyby chcieli ukryć łzy swoje albo się oddawali wspomnie­niom; drudzy idą w gmach dawnego kościoła i tam gubią się miedzy' murami. Na widok dawnych swych opiekunów kamienny rycerz wstaje na nogi i miecz podnosi do góry, sowa uderza w skrzydła i unosi się w górę a biały anioł otwiera groby i budzi ze snu umarłych. Ci, jedni w skórach lwich i lamparcich, drudzy w pancerzach i hełmach, inni w delie i długie żupany odziani, wstają na nogi, przecierają swoje kościane czoła, gromadzą się w środku dawnej świątyni i razem z mnichami długi rozpoczynają rozhowor i tak razem cos gwarzą i radzą, i oglądając smutne gruzy pysznej niegdyś świątyni, i łzy wylewają na gruzach... Inni przez murów wyłomy i bramy wyglądają w świat żywych; radzi by widzieć, jaki to świat jest i gdzie się podziało to wszystko, co mu pozostawili puścizną? Aż nagle światła się zapalają na ołtarzach, kapłan staje na stopniach i poczyna się nabożeństwo jak dawniej -a oni wszyscy uklękają na grobach kościste ręce na krzyż składają na piersiach i kornie głowy pochylają ku ziemi.

Widz to lud okoliczny i z tego rankiem dziwne wieści roznosi po chatach. Widzi to czasem przejeżdżający podróżny i z niemą trwogą z tych miejsc straszliwych ucieka.

Najbardziej rozpowszechnionym motywem podań było wierzenie o zapadniętych miastach, zamkach, klasztorach, kościołach, karczmach. Istnieje blisko sto miejsc, którym towarzyszy tego typu tradycja. Zazwyczaj zapadniecie się to kara za grzechy. Tak mówi podanie o zapadniętym mieście w Pilźnie, Przedmieściu Dubieckim lub zapadniętym kościele w Jawomiku Polskim. Być może powstały one pod wpływem biblijnego wątku karania grzesznych miast.

Najczęstszym motywem jest zapadnięta karczma, w miejscu której powstaje staw lub jezioro. Tutaj przyczyną kary jest to, że ludzie nic przerywają zabawy widząc księdza jadącego z wiatykiem do chorego. Jedynie pobożny basista prze­stał grać i ukląkł i jako jedyny zostaje uratowany.

Popularnym było też podanie o skarbach, ukrytych w jaskiniach, które raz w roku w Wielką Sobotę otwierają się. Świat podziemnych bogactw opisuje podanie o skar­bach ukrytych w jaskiniach u stóp zamku Sobień w Załużu:

Tam, w podziemiach znajdują się niezliczone skarby królów polskich, książąt i rycerzy, tam korony szczerozłote z brylantami, zbroje wysadzane złotem i drogimi kamieniami, miecze, tarcze, uprząż drogocenna, naczynia z kruszcu szlachetnego. Michy, wazy, stoły, krzesła srebrne; nawet wozy ze złotymi obręczami widziano. Straszna moc tego skarbu wszelakiego, aż się mat głowy ima na sam jego widok. A ile tam ubioru i stroju przeróżnego nie sposób ni wyliczyć ni opowiedzieć.

Innym popularnym tematem, które występowało w kilku miejscowościach rejonu, było podanie o śpiących rycerzach. Dzięki Kazimierzowi Tetmajerowi, który spopularyzował góralską opowieść o rycerzach śpiących w jaskiniach Giewontu stało się ono dobrze znane. Ta celtycka, powstała w średniowieczu bajka, której bohaterami byli Król Artur i Rycerze Okrągłego Stołu lub Karol Wielki, w polskich realiach łączona była z postaciami bohaterów narodowych. Snuto więc opo­wieści o rycerzach Bolesława Chrobrego, Bolesława Śmiałego, Władysława Łokietka, św. Jadwigi czy wojsku Karola Chodkiewicza, Stefana Czarnieckiego czy Tadeusza Kościuszki. W naszym regionie podanie to występowało w okolicach Jasła (góra Liwocz), w Bieczu, Sieniawie i kilku innych miejscowościach.

Zwykle podanie czy legenda łączyła się z charakterystycznym elementem krajobrazu, tworząc w ten sposób przestrzeń mityczną, w którą wpisane były kapliczki i krzyże, źródła, zapadliska, drzewa, kopce, wzgórza, mogiły, stare szańce, mokradła, cmentarze. Najczęściej, gdy te elementy znikały z krajobrazu, znikała rów­nież związana z nimi tradycja.

 

 

Tekst: "Rzeszów-Rzeszowszczyzna, Przeszłość daleka i bliska, Wydawnictwo Muzeum Okręgowego w Rzeszowie i Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich, Oddział w Rzeszowie, Rzeszów 2000

na początek