W trakcie przygotowań weselnych dokonywano wyboru starosty, swaszki, starszego drużby i starszej drużki, a także pomagających im w pełnieniu funkcji poddrużby, drużby "rękownego" i drużki "rękownicę" (J. Grad, 1994). Starościna weselna, zwana najczęściej swaszką, była jedną z najważniejszych osób zaangażowanych w przygotowanie i przebieg wesela. Powierzenie kobiecie funkcji swaszki, najczęściej wybranej spośród krewnych lub osób zaprzyjaźnionych z rodziną, było traktowane jako wyraz uznania i szacunku, jakimi cieszyła się w środowisku wiejskim. Nigdy też nie odmawiano przyjęcia funkcji swaszki, mimo znacznych kosztów, jakie się z nią wiązały. Pierwszą powinnością swaszki było upieczenie kołacza weselnego i szyszek, będących jej darem dla panny młodej.
       Kołacz weselny, zwany także korowajem lub korowalem, miał postać dużego okrągłego chleba, w różny sposób zdobionego na wierzchu. Pieczenie kołacza było ważnym etapem przygotowań do wesela, z kolei jego dzielenie między wszystkich uczestników zamykało jego część obrzędową. Rola kołacza w obrzędzie weselnym, podobnie jak szyszek wynikala z sakralnego charakteru chleba w kulturze tradycyjnej. Pieczono też kołacz dla księdza, czasem organisty. Kołacz wyrabiano z najlepszej mąki pszennej, pierwotnie razowej mielonej w żarnach, z dodatkiem mleka oraz jaj. W Ropczyckiem pieczono kołacz z serem (S. Udziela, 1890). W Dąbrówkach k. Łańcuta do środka kołacza dawano cale jaja, pierwotnie zapewne w celach magicznych, mających zapewnić bogactwo i szczęście (A. Jaworczak, 1936). Zdarzało się, że dla wyjęcia upieczonego kołacza, który nadmiernie wyrósł, było konieczne rozebranie czeluści pieca.
       Wierzch kołacza zdobiono elementami wykonanymi z ciasta, formowanymi w różne kształty o znaczeniu symbolicznym (ptaszki, swastyki itp.) lub dekoracyjnym (ząbki, warkoczyki itp.). Często na środku była umieszczona postać ludzka, nazywana w Dąbrówkach k. Łańcuta Pietraszkiem. Ważnym przybraniem kołacza były sztuczne kwiaty, pióra gęsi, mirt, rozmaryn, szałwia, barwinek, a ponadto jabłka, czasem z wbitymi patyczkami zakończonymi złoconymi orzechami laskowymi. Zdobieniem kołacza najczęściej zajmowały się drużki.
       W dniu ślubu kołacz wieziono do domu panny młodej i oddawano starszemu swatowi albo swatowi zwanemu marszałkiem spod kołacza, który z kołaczem na głowie lub ramieniu tańczył i śpiewał, a następnie odnosił go do komory.
       
Ślub, oczepiny i zakończenie wesela
       Poranne obrzędy w dniu ślubu rozpoczynały zrękowiny i błogosławieństwo, po których orszak ślubny udawał się do kościoła. Zrękowiny były dawnym obrzędem mającym na celu zatwierdzenie umowy małżeńskiej. Nazwa zrękowin pochodzi od pierwotnego zwyczaju podania rąk przy umowie, tj. rękowania.
       Błogosławieństwo, zwane też przeprosinami, poprzedzało wyjazd do ślubu i było obrzędowym wyłączeniem panny młodej z rodziny. Podobny obrzęd ponawiano po zakończeniu wesela, przed odejściem młodej do domu męża. Błogosławieństwo weselne przebiegało według ściśle przestrzeganego scenariusza działań obrzędowych, w nastroju powagi, w który wprowadzał rzewny śpiew drużek i płacz panny młodej, rodziców i zaproszonych gości. Na ławce stojącej przed stołem, na którym leżał chleb, zasiadali rodzice obojga młodych, obok stał starosta weselny z rózgą. Muzykanci przestawali grać, cichli goście weselni, a młodzi na wezwanie starosty przystępowali do rodziców i schylając się im do kolan, całując ręce i obejmując nogi, prosili o przebaczenie i udzielenie błogosławieństwa. W imieniu młodej przemawiał starosta, który zwykle mówił: Kochany tatulu! Proszę was po raz, po drugi i po trzeci, do pięciu ran Chrystusa i Matki Najświętszej - nie pamiętajcie mi niczego i pobłogosławcie mi do kościoła świętego i stanu małżeńskiego. Formuła błogosławieństwa wypowiadana przez rodziców była krótka i sprowadzała się do zdania Niech was Bóg i Matka Najświętsza błogosławi. Rodzice całowali dzieci w czoło, czasem robili nad nimi znak krzyża. Najczęściej błogosławieństwu towarzyszyła oracja wygłaszana przez starostę lub specjalnie wybranego starszego gospodarza umiejącego przemawiać. Zwykle długa i wierszowana oracja była wygłaszana partiami kończącymi się okrzykiem Wiwat, po którym młodzi chwytali rodziców pod nogi, śpiewały drużki lub grała kapela. Treść wygłaszanych oracji była wszędzie podobna i sprowadzała się do przywitania młodych, rodziców i gości, podziękowania rodzicom za wychowanie, podkreślenia wagi związku małżeńskiego i obowiązków ciążących na małżonkach, prośby o przebaczenie win młodych oraz błogosławieństwa, a także życzeń pomyślności w życiu rodzinnym. W wielu wsiach lasowiackich z błogosławieństwem wiązał się zwyczaj trzykrotnego obchodzenia stołu przez młodych. Młodzi prosili także o błogosławieństwo wszystkich obecnych w izbie, nie wyłączając dzieci. Póiniej dodatkowo zwracali się z prośbą o błogosławieństwo do osób napotkanych w drodze do kościoła, w szczególności dziadów wędrownych obdarzonych, podobnie jak dzieci, szczególnymi właściwościami mediacyjnymi.
       Błogosławieństwu towarzyszyły pieśni mówiące o pożegnaniu przez pannę młodą rodziców oraz rodzeństwa, przede wszystkim zaś domu rodzinnego. Rozpoczynał się obrzęd przejścia panny młodej do grupy kobiet zamężnych. Zgodnie z pierwotnymi wierzeniami, opuszczenie domu przez pannę młodą, będącego przestrzenią bezpieczną i oswojoną, traktowano jako jej swoistą podróż w zaświaty, wędrówkę w strefy niebezpieczne, za lasy, za wysokie, za wodeńki głębokie, przynależne do sacrum i będące pod wpływem złych mocy i śmierci.
       Gdy rodzice młodych nie żyli, błogosławieństwa udzielali goście weselni. Wcześniej młodzi odwiedzali groby rodziców na cmentarzu.
       Państwo młodzi, starostowie, drużki i swatowie oraz zaproszeni goście udawali się do kościoła w zwyczajowo ustalonym porządku. Do kościoła chodzono lub, jak było dalej, jechano specjalnie przygotowanymi wozami przybranymi zielenią i wstążkami. Starosta albo marszałek, drużbowie i pan młody często jechali do kościoła konno. Wszędzie przestrzegano, by młodzi udawali się do kościoła oddzielnie.

Wstecz       Powrót do menu      Dalej