|
Brzoza Gryżyńska
Nad rzeką Obrą niedaleko Kościana leży wieś Gryżyna.
Dwieście lat temu mieszkała tam wdowa z małym synkiem Antosiem. Matka poza
jedynakiem świata nie widziała, bardzo go rozpieszczała. Nie było rzeczy, której
by chłopcu nie dano, co chciał, dostawał, tak że wkrótce zaczął wszystko
lekceważyć, nawet swoją matkę. Kiedy miał 10 lat, nagle się rozchorował i wkrótce
umarł. Zrozpaczona matka pochowała go na miejscowym cmentarzu koło kościoła św.
Marcina. Od tej pory zaczęły dziać się rzeczy niesłychane. Któregoś dnia
kościelny blady jak trup przybiegł do proboszcza z wieścią, że z jednej świeżej
mogiły wystaje dłoń dziecka. Ksiądz zaraz pobiegł na cmentarz i stwierdził, że
istotnie pod żółtym świeżo usypanym piaskiem mogiły sterczy biała dłoń dziecka.
Kazał zaraz grabarzowi schować rączkę do ziemi, a sam mogiłę poświęcił.
Nazajutrz sytuacja się powtórzyła, znowu kazał ksiądz rękę zakryć, ale tym razem
odprawił jeszcze specjalne modły za zmarłych. Lecz i to nie pomogło, następnego
dnia dłoń dziecka znowu tkwiła nad mogiłą. Wówczas to wezwał ksiądz wszystkich
mieszkańców na cmentarz i poprosił matkę zmarłego chłopca, aby wyjawiła tajemnicę.
Zapytał, dlaczego dłoń chłopca wciąż wystaje z mogiły, wobec której modlitwy jego i woda
święcona są bezsilne. Matka chłopca zalała się wtedy łzami i wyznała, że bardzo
swego syna rozpuściła, że ten pewnego dnia uderzył ją w twarz, za co nawet go nie
ukarała, ponieważ zbyt mocno go kochała. Wtedy ksiądz wszystko zrozumiał: oto
zmarłe dziecko dopomina się kary ziemskiej, której nie otrzymało za życia.
Powiedziawszy to, złamał gałązkę brzozy, dał do ręki matce i kazał wychłostać
martwą dłoń chłopca, żeby nie cierpiał męk wiecznych. Matka opierała się, ale
ksiądz był nieubłagalny. Płacząc, zakrywszy twarz chustką, podczołgała się do
synowskiej mogiły i uderzyła brzozową gałązką dłoń chłopca. I wtedy stał się cud
niesłychany: blada rączka chłopca skryła się w piasku. Mieszkańcy padli na
kolana, modląc się długo i żarliwie za duszę Antosia. A ksiądz wyjął gałązkę
brzozową z rąk matki Antosia, wetknął ją na mogiłę dziecka mówiąc słowa: „Niech
kwitnie na pamiątkę ciału i jako przestroga dla matek i dzieci” Gdy nadeszła
wiosna, brzozowa gałązka puściła zielone listki i wyrosło z niej piękne drzewo,
które nazwano „brzozą gryżyńską”. Wieść o cudzie rozeszła się po Wielkopolsce i
liczne pielgrzymki odwiedzały Grażynę. A brzoza rosła, rosła, potężniała z
wiekami, przewyższając inne drzewa. Wkrótce też pożoga wojenna zniszczyła wieś
Grażynę, a stary kościół podupadał. Wieś później odbudowano, ale już na innym
miejscu. Przyszedł i czas na brzozy kres. W 1875 r. przez okolice przeszła
ogromna burza i przerwała żywot brzozy. Pamięć jednak o niej nie zginęła i
przetrwała w podaniach do dziś.
|