Legendy

Kamień pod Wławiem

        Przed wielu laty żył we Wławiu bednarz, znany jako bezbożnik i pijak. Za młodu powędrował w dalekie kraje i tam w towarzystwie ludzi bezbożnych stracił wiarę ojców. Po powrocie w rodzinne strony wiódł życie złe. Jak zwykle, tak też w Wielki Piątek wracał raz pijany do domu, szydząc z ludzi, którzy wracali z nabożeństwa. Przechodzili obok krzyża, na którym rozpięta była figura Zbawiciela. Przechodnie zdejmowali pobożnie czapki lub się żegnali. Bednarz natomiast obrzucił krzyż błotem obelżywych słów. Lecz dziś, o dziwo – zamiast obelg – z gardła jego wydobyło się przejmujące szczekanie. Nagle upadł i skonał pod krzyżem. Zwłoki jego leżą opodal pod dużym kamieniem, który jeszcze dziś zobaczyć można.

Czarci most i piekło pod Gryżyną

        Pomiędzy jeziorem Wonieskim a Jeziorzyckiem spostrzegamy na granicy powiatu kościańskiego znaczne zwężenie, prawie groblę, Wielkie Kamienie jakoby przypadkiem porozrzucane, gdzieniegdzie ziemią połączone. Znaczą granice dwóch jezior i tworzą niejako most, przez lud okoliczny „czarcim mostem” zwany, gdyż dawny dziedzic tych dóbr chciał tu most postawić, lecz robota mu się wciąż psuła. Poprosił czartów o pomoc. Naturalnie gdy się czarci wzięli do roboty, jakiś figlarz kogut zapiał i czarci ze strachu porzucili pracę. Kto chce „piekło” zobaczyć, niechaj poprosi starych ludzi gryżyńskich lub nielęgowskich, a pokażą mu je przy granicy – lecz tylko we dnie.

Zaklęty skąpiec kiełczewski

        Podług ustnego podania istniała na „Grzybowie” kiełczeskiem wieś Chraplewo, którą zniszczyły zarazy, ogień i wojny. Na  „Tłokaniach”, w kierunku wschodnim od Szczodrowa i Sierakowa, znajdują się dwa stawki „okrutnie głębokie”, przez które kiedyś Stara Obra płynęła... W jednym jeszcze dziś widzieć można dębowe słupy, na których stał młyn. Zapadł się przed wiekami, gdyż młynarz, bogaty chciwiec, nikogo w biedzie nie wspomógł ani mąką, ani chlebem. O północy, kiedy księżyc świeci pięknie, i w południe przy najpiękniejszej pogodzie, każdy dobry człowiek zobaczyć może młynarza wijącego się w bólach na młyńskim kamieniu i słyszeć stękającego.

Biała dama z Kopaszewa

        Było to dawno temu. Pewnej surowej zimy zapukano wieczorem do drzwi poznańskiego proboszcza. Poproszono go, aby udzielił ostatniego sakramentu umierającemu. Przed drzwi probostwa zajechała karoca. Proboszcz wsiadł do niej wraz z dwoma mężczyznami. Gdy pojazd ruszył, zawiązali mu oczy, aby nie widział, dokąd jadą. Ksiądz, mimo że nic nie widział, zorientował się, że droga prowadzi na południe i znajdują się w powiecie kościańskim. Kiedy karocę zatrzymano, wprowadzono go do jakiegoś domu po kilku stopnicach. Tam zdjęto mu opaskę z oczu. Zobaczył, że znajduje się w wielkiej komnacie, przy nim stali mężczyźni w maskach, którzy go tu przywieźli. W głębi zobaczył piękną, młodą dziewczynę ubraną w białą suknię. Obok niej rozsypano dość grubą warstwę piasku. Ta dziewczyna została skazana na śmierć.

-          Wykonuj swą powinność – rzekł jeden z zamaskowanych ludzi.

         Duchowny wyspowiadał dziewczynę, udzielił jaj komunii świętej i właśnie odwrócił się do stojących przy nim ludzi, aby prosić ich o łaskę dla nieszczęśliwej istoty, gdy dziewczę błagalnie mówi:

-          Litości wujku.

-          Rada familijna wydała już wyrok! – odpowiada mężczyzna.

   W tym momencie widzi duchowny, jak nieszczęśliwa dziewczyna jednym uderzeniem miecza została zabita. Natychmiast księdzu zawiązano oczy i zaprowadzono do powozu. Miał tyle przytomności umysłu, że policzył stopnie, po których go sprowadzono. Szybko odwieziono go na probostwo. Bogu dziękował, że wrócił szczęśliwie. Minęły lata, wspomnienia tej okropnej zimowej nocy wyblakły – a tu proboszcza będącego z wizytą w kościańskim powiecie zaproszono do dworu. Wchodząc, liczył z przyzwyczajenia stopnie. Zgadzały się z tymi z tragicznej nocy. Właściciel majątku się zmienił. Dawni właściciele dawno już z tej okolicy wyjechali. Obecna właścicielka tak oto przedstawiła to zdarzenie swojej siostrzenicy: W pobliżu majątku stał krzyż, pod którym natrafiono na trumnę ze zwłokami pięknej dziewczyny. Ubrana była w jedwabną suknię, co świadczyło, że należała do wyższej sfery. Była to Jadwiga wychowywana przez wuja, która zakochała się w pomocniku leśniczego. Wuj nie mógł jej tego wybaczyć i doprowadził do familijnego wyroku na biedną dziewczynę. W Kopaszewie opowiadają, że głos Białej Damy można usłyszeć w noce zimowe, że Biała Dama przesuwa się po korytarzach. Podobno wydarzyło się tak, iż służba pod nieobecność państwa chciała się rozerwać, tańczono, bawiono się – a tu drzwi się otwarły, świece pogasły, tupot, dźwięk broni – później cisza. O 24 podobno kapłan w kaplicy pałacowej odprawia msze. Mówi „Twoje grzechy nie są jeszcze odpuszczone”. Postać Białej Damy unosi się i opuszcza kaplicę.

Szczęsny z Kościana

        Przed domem bawiącej się Bożennie, dziecku bogacza kościańskiego, porwał przed wielu laty wielki czarny ptak złotą kulę, najmilszą dziewczynki zabawkę, unosząc ja do lasku miejskiego. Chłopczyk Szczęsny ulitował się nad srodze płaczącą. Biegł do lasku za ptakiem. Zobaczył na poprzecznej gałązce, która dotychczas łączy dwa pnie jednej sosny, obok restauracji leśnej, Krasnoludka. Śmiejącego się i wołającego: ,,Chwyć mnie,  a znajdziesz złotą kulę.” Gonił Szczęsny Krasnoludka aż do wierzchołka, lecz ten nagle zamienił się w wielkiego czarnego ptaka i odleciał. We śnie poradziło piękne paniątko Szczęsnemu posmarować poprzeczną gałązkę klejem, co on też nazajutrz skrzętnie uczynił. Niedługo usiadł Krasnoludek na to samo lepkie miejsce i wołał jak wczoraj. Szczęsny znów chwyta Krasnoludka, lecz mu uciekł – bez spodzienek, gdyż te mu się do gałązki przylepiły. W kieszonce spodzienek znalazł Szczęsny diamentowe pudełeczko, w którym ujrzeć można było zgubioną kulę. Pudełeczka ani otworzyć, ani rozbić nie mógł, a Krasnoludek wyśmiewał się z niego. We śnie poradziło chłopcu znowu cud paniątko, Krasnoludkowi zestrzelić czapeczkę z główki, a wyda kluczyk, otwierający pudełko. Rano nabił swą dmuchawkę kulką z gliny i wydmuchnął ja tak silnie na głowę Krasnoludka, że temu czapeczka spadła. Chwycił Szczęsny czapkę i po długiej gonitwie także Krasnoludka, ścisnął go z taką siłą, że mu oddał maleńki kluczyk od pudełeczka. Szczęśliwy wyjął kulę, oddał ze zgryzoty chorej Bożennie, a Bożenna z radości zaraz wyzdrowiała i z wdzięczności Szczęsnego bardzo kochała. Diamentowe pudełeczko Szczęsny sprzedał; był bogaty i szczęśliwy całe życie.



(C) 2003 Copyright